środa, 07 lipca 2010
TRYLIARDY ludzi nie mogą się mylić! Serio nie mogą, nie ma tylu na świecie. I to jest straszne.
niedziela, 07 marca 2010
Nie zgadzam się z matematyką. Uważam, że suma zer daje groźną liczbę. S.J. Lec
niedziela, 21 lutego 2010
00:50
 Nie wierzę, że piszę tu coś sensownego (sensie kształtu oraz braku sensu, co w nocy wydaje się bardzo sensowne). Brzusio mnie boli i nie mam za wiele do powiedzenia. Śniła mi się dziś kikimora - była w chuj duża i brzydka, brzydsza od Buki, ale przynajmniej nie mówiła, że mi zabierze wiosnę. Genialne dodatki do Visty krzyczą do mnie niezałatwionymi sprawami (i to nie jest fajne), ale krzyczą też tym, że jest teraz temperatura dodatnia i pada deszcz (i to jest fajne). Swędzi mnie głowa, po tym jak walnęłam się w biurko. Zupełnie niechcący oczywiście. Ej, idę chyba spać. Nic mi z tego siedzenia nie przyjdzie >< (tak oto ambicje na ambitną notkę upadły. Z hukiem.)
czwartek, 11 lutego 2010
"Drapieżnik" - niebezpieczna broń, przyjazna środowisku, biodegradowalna, posiada właściwości bojowe, może skrzywdzić na 100 sposobów. Bądźcie czujni.
niedziela, 31 stycznia 2010
A ŻE PAN BÓG MNIE STWORZYŁ A SZATAN OPĘTAŁ, NA ZAWSZE BĘDĘ ŚWIĘTA i NA ZAWSZE PRZEKLĘTA, ZDRADLIWA i WIERNA, KOCHANA i WREDNA
środa, 27 stycznia 2010
Kawał
Wincenty złapał za but i cisnął nim w drzwi kuchenne, aż poleciała szyba.
- Muszę się ożenić - pomyślał - bo inaczej zwariuję.
Gdy tylko zobaczył się z Singletonem, powiadomił go o swojej decyzji.
- Liczę, że zapoznasz mnie z jakąś kandydatką na narzeczoną. Nie jestem wymagający, wystarczy, żeby była młoda, piękna i inteligentna. Słowem, dziewczyna z poczuciem humoru, wiesz, co mam na myśli?
- Jasne - odpowiedział Singleton.
I potem rozmawiali już tylko o koktajlach.
Następnej niedzieli Singleton zadzwonił do Wincentego.
- Przyjdź do Ogrodu Botanicznego przy Muzeum Przyrody, przedstawię ci twoją żonę.
- Już idę.
Była czarująca. Dokładnie taka, jaką sobie wyobraził: zabawna, śliczna, z odrobiną smutku w oczach, a do tego niegłupia. Singleton sprawił się doskonale.
- Maud, oto twój mąż, Wincencie, twoja żona.
Śmiejąc się, uścisnęli sobie dłonie.
Później często wychodziłi razem. Opowiadali sobie dowcipy, wymieniali opinie, na spacerach trzymali się za ręce, całowali, kochali, wzięli ślub, oglądali telewizję, pogryzając orzeszki. Pewnego wieczora, kiedy właśnie grali w karty, Maud powiedziała po prostu:
- Dość tego.
- Czego? - zapytał Wincenty, bijąc asem.
- Ciebie, mnie, całej tej historii. Lubię cię, Wincencie, ale nie kocham. to był kawał, rozumiesz?
- Mów dalej.
- No więc wiesz, jaki jest Singleton. Duży dzieciak. Przedstawił nas jako męża i żonę i to było zabawne. Nie chciałam psuć mu tej jego bajki, ale teraz już wystarczy. To był tylko kawał.
- Tak podejrzewałem - westchnął Wincenty.
Otworzył szufladę, wyjął z niej pistolet i przyłożył do skroni.
- Nie! - krzyknęła Maud.
Wystrzał zabrzmiał jak pierdnięcie.
- Nie przejmuj się, to pistolet-zabawka. Ja też lubię robić kawały.
wtorek, 26 stycznia 2010
Wir singen noch Duette
Mit Satan um die Wette
Bis wir von unsren Lungen
Den letzten Ton erzwungen
|
|